Straż Graniczna poinformowała, że 13 cudzoziemców ujętych „przedwczoraj” na odcinku litewskim zostało dziś przekazanych stronie litewskiej w ramach readmisji. Według rzeczniczki Podlaskiego OSG migranci – m.in. obywatele Somalii, Erytrei, Bangladeszu i Sudanu – przekroczyli zieloną granicę w okolicy Wojciuliszek, nie posiadając dokumentów uprawniających do wjazdu.
Skąd się wzięli na Podlasiu?
Od 7 lipca, kiedy Polska przywróciła tymczasowe kontrole na granicy z Litwą, funkcjonariusze zatrzymali już blisko 30 osób próbujących obejść przejścia graniczne. Większość z nich deklaruje, że przybyła na Litwę legalnie (np. wizowo), lecz zamiast czekać na decyzje azylowe, rusza w głąb Unii. Taki „szlak bałtycki” bywa dla przemytników tańszą alternatywą wobec silnie chronionej zapory na granicy polsko-białoruskiej.
Readmisja – w teorii formalność, w praktyce przeciąganie liny
Zgodnie z umową o readmisji między Warszawą a Wilnem każde nielegalne przekroczenie granicy w ciągu 48 godzin powinno skutkować natychmiastowym przyjęciem migrantów przez państwo, z którego przybyli. Jednak – jak przyznają pogranicznicy – procedura bywa „kolczasta jak drut na płocie”: wymaga potwierdzenia trasy, ustalenia tożsamości oraz zapewnienia eskorty. Tym razem wszystko zagrało jak w zegarku: dokumenty zostały podpisane w ciągu kilkunastu godzin, a Litewskie Służby Ochrony Granicy odebrały grupę bez zastrzeżeń.
Gdy procedura readmisyjna działa „od ręki”, dowodzi, że aparat państwa potrafi reagować szybciej niż przemytnicze sieci. Gdy się zacina, napięcia przenoszą się do wnętrza Unii, pobudzając dyskusję o przywracaniu kontroli wewnątrz Schengen. Wczorajszy transfer 13 migrantów to drobny, lecz znaczący sprawdzian tej sprawności – i sygnał, że polsko-litewska współpraca, choć momentami trudna, może zadziałać jak dobrze naoliwiona maszyna.
źródło zdjęcia: x
Edyta Matecka

