Tymczasowe kontrole na granicach z Niemcami i Litwą to nie tylko kwestia administracyjna, ale decyzja polityczna – podjęta w odpowiedzi na rosnącą presję migracyjną i brak współpracy ze strony niektórych sąsiadów. W rozmowie na antenie TVN24 minister spraw wewnętrznych Tomasz Siemoniak podkreślił, że obecne działania mają na celu „bardzo wyraźne zadziałanie” w obliczu impasu, w jakim znalazła się Polska.
– Nie możemy być krajem, który przyjmuje migrantów od wschodu i z południa, tylko po to, by Niemcy mogli ich zatrzymywać na granicy i nie przyjmować z powrotem – mówił Siemoniak. Przypomniał, że procedura readmisji, czyli odsyłania migrantów do pierwszego kraju UE, przez który wjechali, w wielu przypadkach nie działa, bo partnerzy zachodni nie chcą jej respektować. Tymczasem to Polska staje się punktem przeciążenia.
Presja od wschodu i północy
Według ministra, sytuacja na granicach wschodnich i północno-wschodnich (z Litwą i Łotwą) również budzi niepokój. – Widzimy znaczący wzrost liczby migrantów, którzy dostają się przez Litwę i Łotwę, a potem próbują dostać się do Niemiec przez Polskę – zaznaczył. Jak dodał, to właśnie te nowe trasy wymagają natychmiastowej reakcji.
Wprowadzenie kontroli granicznych przyniosło błyskawiczny rezultat – już w pierwszych godzinach po ich rozpoczęciu Straż Graniczna wspierana przez żołnierzy WOT zatrzymała obywatela Estonii, który przewoził czterech nielegalnych migrantów z Afganistanu. Wszyscy wcześniej próbowali sforsować polsko-białoruskie ogrodzenie, ale zostali zatrzymani i – jak się okazuje – krążyli po wschodniej Europie, aż znów wrócili na polską granicę.
– To zatrzymanie pokazuje, że nasza decyzja była słuszna – podkreślił Siemoniak. – Kontrole nie są dla formalności, ale realnie ograniczają napływ nielegalnej migracji.
Twarda granica w Schengen?
Minister przypomniał, że choć Polska jest członkiem strefy Schengen, to jej zobowiązania wobec bezpieczeństwa kraju i Unii nie kończą się na formalnym zniesieniu kontroli. – Schengen nie oznacza bezgraniczności w każdej sytuacji. Tam, gdzie zagrożona jest stabilność i porządek, musimy mieć prawo do reakcji. I właśnie z tego prawa teraz korzystamy – tłumaczył.
Co dalej?
Na razie kontrole mają charakter czasowy – obowiązują od 7 lipca i zaplanowane są na 30 dni, z możliwością przedłużenia. Choć dla kierowców oznacza to dodatkowe kontrole dokumentów, rząd przekonuje, że są one przeprowadzane wybiórczo i z poszanowaniem płynności ruchu.
Jak podkreślił minister, nie chodzi o odtworzenie granic, ale o ich uszczelnienie w newralgicznych momentach. Polska – według jego słów – nie może być jedynie „przejściowym korytarzem” dla migrantów, których nikt nie chce u siebie.

