Od kilku tygodni w Słubicach, tuż przy granicy z Niemcami, pojawiają się grupy osób w żółtych kamizelkach. Nazywają się „Ruchem Obrony Granic” i twierdzą, że chcą chronić Polskę przed nielegalną migracją. Ich działania przypominają policyjne – filmują ludzi, wypytują ich o cel podróży, komentują pracę niemieckich służb. Rozstawiają banery z hasłami „Stop imigracji” i powiewają narodowymi flagami.
Nie są jednak ani funkcjonariuszami, ani wolontariuszami wspieranymi przez państwo. To zwykli obywatele, którzy postanowili „wziąć sprawy w swoje ręce”.
Migrantów nie widać, a nastroje się rozpalają
Według dziennikarki Krytyki Politycznej, która rozmawiała z mieszkańcami Słubic, sytuacja wygląda na znacznie spokojniejszą, niż sugerują to działania ROG. W mieście nie ma żadnych widocznych oznak kryzysu migracyjnego – nie widać tłumów migrantów, nie ma zamieszek ani zwiększonej obecności Straży Granicznej.
Mimo to aktywiści, tacy jak pan Andrzej – emeryt z Mazur, który śpi w samochodzie i codziennie patroluje okolice mostu granicznego – są przekonani, że Polska jest w niebezpieczeństwie. Twierdzą, że migranci stanowią zagrożenie kulturowe, a ich obecność to część „hybrydowej wojny”.
Granica prawa
Działania ROG wzbudziły zainteresowanie prokuratury. Śledczy sprawdzają, czy osoby legitymujące przechodniów i zachowujące się jak funkcjonariusze nie naruszają prawa, podszywając się pod służby państwowe.
Z kolei rząd, obawiając się eskalacji napięć i nieuprawnionych działań, uznał część infrastruktury granicznej za obiekt krytyczny. Minister spraw wewnętrznych zapowiedział zdecydowaną reakcję służb na wszelkie próby „obywatelskiej samowolki”.
Rzeczywistość kontra narracja
Największy problem, jaki wyłania się z reportażu, to rozdźwięk między tym, co się dzieje naprawdę, a tym, co ludzie sobie wyobrażają. Część mieszkańców popiera działania ROG, wierząc, że państwo jest zbyt słabe lub opieszałe. Inni widzą w nich jedynie zamieszanie, niepotrzebne napięcia i próbę wywołania sensacji tam, gdzie jej nie ma.
Patrole obywatelskie pokazują, jak łatwo można wywołać atmosferę zagrożenia w miejscu, które realnie pozostaje spokojne.
Refleksja na koniec:
Czy oddolna inicjatywa w imię bezpieczeństwa to jeszcze obywatelskie zaangażowanie, czy już nielegalne przejmowanie kompetencji państwa?
I czy w epoce dezinformacji granica państwa nie jest mniej zagrożona niż granica między faktami a strachem?

