Tymczasowe przywrócenie kontroli na granicy z Polską wywołało poruszenie po obu stronach Odry. Niemieccy mieszkańcy regionów przygranicznych, pytani o zmiany, nie kryją ambiwalencji – obok zrozumienia dla decyzji władz wybrzmiewa zawód i rezygnacja. To głosy, które trudno jednoznacznie sklasyfikować jako „za” lub „przeciw”.
„Schengen? To już powoli przeszłość”
– „Strefa Schengen przestanie mieć znaczenie. Może nie dziś, może nie jutro, ale w najbliższych latach na pewno” – mówi jeden z mieszkańców. To nie tyle krytyka, co konstatacja. Coraz częstsze przywracanie granic, kontrole, wzmocnione patrole – wszystko to prowadzi do dezintegracji europejskiego porządku, który jeszcze niedawno wydawał się niezbywalny.
Dla wielu Niemców podróże do Polski są częścią codziennego życia: tankowanie, zakupy, odwiedziny u znajomych. – „Mój mąż zawsze jeździł tankować. Teraz musiał się śpieszyć, bo wiedział, że w poniedziałek utknie w korku. Więc pojechał w czwartek” – opowiada kobieta spotkana na przejściu granicznym. Niby detal, ale znaczący. Codzienna rutyna, do tej pory płynna, zaczyna pękać na szwach.
„Nie chcemy, by było jak w Berlinie”
Choć rozmówcy nie formułują otwartych oskarżeń, w wypowiedziach słychać napięcie. – „Mamy tu cudzoziemców, już od dawna. Ale teraz wszędzie jest ich więcej. Choć nie czuję się zagrożona” – zastrzega starsza Niemka. Pojawia się też charakterystyczna fraza: „Nie chcemy tu tego, co dzieje się w Berlinie”. Co to znaczy? Zamieszki, przestępczość, napięcia społeczne – wyobrażenia, które coraz częściej służą jako punkt odniesienia do lokalnych obaw.
Nie wszyscy jednak są krytyczni. – „Niemcy zaprosiły migrantów – i słusznie” – mówi pewnie młody mężczyzna. – „Dobrze, że są kontrole. Dlaczego nie?” – dodaje z przekonaniem. Widać, że nie chodzi o zakwestionowanie polityki otwartości jako takiej. Bardziej o próbę znalezienia złotego środka – bezpieczeństwo granic, ale bez powrotu do granic w głowie.
Słubice: codzienność rozjechana przez TIR-y
W Słubicach, gdzie Polacy i Niemcy od dekad żyją w splocie codziennych relacji, frustracja narasta. – „Już od dawna mamy tu korki, które ciągną się przez miasto całymi dniami. Karetka nie może przejechać” – alarmuje jeden z lokalnych mieszkańców. – „W Niemczech też zacznie to być widoczne. Ludzie przestaną jeździć do znajomych – będą stali w korkach”.
W tle wybrzmiewa żal za modelem współpracy, który przez dekady rozwijano na poziomie lokalnym. – „Od 20, 25 lat budowaliśmy współpracę ze Słubicami, coś, co naprawdę przypominało ideę wspólnej Europy. Teraz to się po prostu niszczy” – słyszymy.
To już nie są tylko kontrole – to symbol pęknięcia.
Codzienność na kartce papieru
Dla wielu rozmówców decyzja o kontrolach to logiczna konsekwencja wcześniejszych wydarzeń. W ich wypowiedziach nie słychać jednoznacznej paniki ani sprzeciwu. Czasem wręcz przeciwnie – spokój i chłodna kalkulacja. – „Jesteśmy tylko turystami”, pada z ust kobiety przechodzącej przez granicę. Jakby próbowała przekonać samą siebie, że wszystko jeszcze działa tak jak kiedyś.
Ale w tej spokojnej narracji coś zgrzyta. Widać, że to, co dla władz było decyzją „techniczną”, dla ludzi stało się symboliczną cezurą. Pęknięcie nie dokonało się na poziomie geopolityki, ale w rutynach: w wyprawie po papierosy, we wspólnej kolacji z przyjaciółmi po drugiej stronie rzeki, w wiedzy, że „lepiej pojechać w czwartek, bo w poniedziałek będzie za późno”.
źródło zdjęcia: youtube
Alicja Braun

![Zwykli Niemcy o kontrolach na granicy [NAGRANIE]](https://granica24.pl/wp-content/uploads/2025/07/Zrzut-ekranu-2025-07-09-102716-768x479.png)