Adrian Zandberg w rozmowie z Polsat News odniósł się do wznowienia kontroli na granicach Polski z Niemcami i Litwą. Lider partii Razem nie tylko ocenił działania rządu jako spóźnione i niespójne, ale zwrócił uwagę na głębsze problemy – brak realnej polityki migracyjnej, wpływ niekontrolowanej migracji zarobkowej na rynek pracy oraz bezkarność tzw. patoagencji.
Kontrole graniczne jako dowód słabości państwa
Zandberg nie kwestionuje potrzeby reagowania na sytuację na granicach, ale krytykuje sposób, w jaki do tego doszło. – „Od wielu miesięcy mamy do czynienia z sytuacją, w której Republika Federalna Niemiec nie przestrzega Schengen” – mówi, wskazując na brak skutecznej reakcji ze strony Polski. W jego ocenie kontrola graniczna nie powinna być pierwszym środkiem działania. – „Może potrzebna była dyplomacja, a nie zamykanie granicy” – sugeruje.
„Nie będę udawał strażnika granicznego”
Zandberg celnie punktuje polityków, którzy – jak mówi – w jednym tygodniu są specjalistami od geopolityki, a w kolejnym od pracy straży granicznej. Sam woli trzymać się własnych kompetencji, ale jednocześnie podkreśla, że Lewica ma klarowną wizję polityki migracyjnej.
I nie jest to wizja oparta na hasłach. – „Jeżeli mamy na serio rozmawiać o migracji i jej wpływie na rynek pracy, to trzeba mówić o patologii, jaką są agencje pracy, które funkcjonują bez kontroli” – zaznacza. Wskazuje, że państwo nie radzi sobie z regulowaniem tej sfery, a rząd przez półtora roku nie dał Państwowej Inspekcji Pracy odpowiednich narzędzi.
Wolna Amerykanka w migracji zarobkowej
Dla lidera Razem największym problemem nie są osoby ubiegające się o azyl – tu jego stanowisko jest jasne: „Jeśli ktoś ucieka z kraju, w którym grozi mu śmierć, i ma prawo do azylu, powinien go otrzymać”. Problemem są za to realia migracji zarobkowej, które Zandberg opisuje jako „wolną amerykankę”.
– „Za rządów PiS wydawano wizy na gigantyczną skalę. To był de facto bilet wjazdu, sprzedawany bez większego nadzoru. Ale również teraz, pod nowym rządem, nic się nie zmieniło” – komentuje. W jego ocenie brakuje strategii i odwagi, by ukrócić nadużycia, których źródłem są potężne, dobrze umocowane agencje pracy. – „Organizacje biznesowe naciskają na rząd, by przymykał oko. I to się dzieje” – mówi wprost.
Lewica: ani PiS, ani Platforma nie mają strategii
Zandberg odcina się od narracji dominującej zarówno po prawej, jak i liberalnej stronie sceny politycznej. – „To, co robiły w tej sprawie i PiS, i Platforma, było po prostu nie w porządku” – stwierdza. – „Nie przestrzegamy międzynarodowego prawa azylowego. To jest sprzeczne z Konstytucją” – dodaje.
W tym kontekście Lewica stara się pozycjonować jako alternatywa – partia gotowa mówić nie tylko o moralności, ale też o skuteczności państwa. „Musimy rozdzielić kwestie humanitarne od rynku pracy. A na rynku pracy mamy do czynienia z deregulacją, której nikt nie kontroluje” – podkreśla.
Alicja Braun

