– Państwo ma monopol na stosowanie przymusu. Nie można współdzielić tej funkcji z nikim innym – mówił w porannej rozmowie Onetu prof. Tomasz Słomka, politolog z Uniwersytetu Warszawskiego. Jego wypowiedź to reakcja na aktywizację tzw. obywatelskich patroli przy zachodniej granicy, wspieranych przez polityków Konfederacji i Prawa i Sprawiedliwości. Zdaniem eksperta to gra na emocjach, która niesie ryzyko destabilizacji państwa.
Polityczne podsycanie niepokoju
Zamiast rozładowywać napięcia, niektóre środowiska polityczne – jak zauważył prof. Słomka – podsycają je i delegitymizują państwo, wspierając oddolne „bojówki” jako rzekomo obywatelską odpowiedź na „bezradność władzy”. – To, co wyprawiają w tej chwili PiS i Konfederacja na granicy zachodniej, jest potwornie niebezpieczne – mówił gość Onetu.
Przypomniał, że to państwo – a nie grupy obywateli – odpowiada za bezpieczeństwo i porządek. Próby „oddania pola” nieformalnym formacjom prowadzą, jego zdaniem, do naruszenia fundamentalnych zasad nowoczesnego ładu. – Ja nie mam poczucia, że nasze państwo abdykowało, mimo powtarzania tej narracji przez Konfederację i PiS – dodał, wskazując na cyniczne wykorzystywanie strachu i chaosu do budowania kapitału politycznego.
Historia uczy, ale czy potrafimy słuchać?
Prof. Słomka ostrzegał przed powtórką z historii. W jego wypowiedzi pojawiło się porównanie do początku faszyzmu włoskiego – lat, gdy bojówki Mussoliniego wymuszały na państwie decyzje siłą. – Włochami rządziły bojówki, które postawiły państwo pod ścianą. Nie chciałbym, aby historia w jakikolwiek sposób się powtórzyła – przestrzegał politolog.
To nie pierwszy raz, gdy eksperci wskazują na instrumentalizację emocji w debacie publicznej i przekierowywanie społecznej frustracji przeciwko mniejszościom – tym razem z użyciem retoryki bezpieczeństwa narodowego.
Od Zamościa po Gorzów – realne skutki polityki strachu
Słowa profesora nie są oderwane od rzeczywistości. Tylko w ostatnich tygodniach w Gorzowie Wielkopolskim pobito tancerzy z Senegalu, uznanych za „nielegalnych migrantów”. Z kolei w Zamościu uczestnicy festiwalu folklorystycznego byli wyzywani i atakowani. – Prezydent miasta informuje, że mamy Eurofolk po raz 24., a mimo to grupy z całej Europy są zastraszane. Do straży miejskiej trafiają zgłoszenia o „nielegalnych migrantach”, którymi okazują się artyści – relacjonował Słomka.
To nie są już tylko słowa czy przewidywania – to rzeczywistość, która pokazuje, jak łatwo budować nienawiść pod hasłem obywatelskiej troski o bezpieczeństwo.
Czy państwo zareaguje?
Prof. Słomka stawia sprawę jasno: państwo musi pokazać, że nie abdykowało. – Jeśli nie zareaguje, to za chwilę na ulicach polskich miast pojawią się ludzie, którzy będą sobie rościli prawo do sprawdzania, jaki kto ma kolor skóry, jak jest ubrany – ostrzega.
W jego opinii to właśnie teraz ważą się losy tego, czy Polska pozostanie państwem prawa, czy też władza odda pole emocjom, frustracji i nacjonalistycznej mobilizacji. A tego, jak uczy historia, nie da się już potem łatwo odwrócić.
Alicja Braun

