Wystąpienie Radosława Sikorskiego nie było zwyczajnym komentarzem politycznym. Był to emocjonalny apel, w którym szef polskiej dyplomacji ostrzegł, że Polska znalazła się na niebezpiecznym rozdrożu – miejscu, w którym język nienawiści zaczyna przekładać się na społeczną codzienność.
Lipiec 2025. W Zamościu uczestnicy międzynarodowego festiwalu Eurofolk – artyści z Hiszpanii, Indii, Senegalu, Serbii – zostają uznani za „uchodźców z Belgii”, a służby miejskie odnotowują zgłoszenia o „najeździe migrantów”. W Jedwabnem, tuż przy pomniku upamiętniającym zagładę Żydów, pojawiają się kamienie z napisami relatywizującymi Holocaust. A w Warszawie europoseł Grzegorz Braun oznajmia publicznie, że komory gazowe w Auschwitz to mistyfikacja.
W odpowiedzi na te wydarzenia, Radosław Sikorski zamieścił w mediach społecznościowych oświadczenie, które można uznać za jeden z najmocniejszych głosów sprzeciwu wobec rosnącej fali nienawiści w przestrzeni publicznej.
„Nie wolno nam być obojętnymi”
Sikorski podkreślił, że jako minister spraw zagranicznych ma obowiązek reagować, kiedy podważany jest wizerunek Polski jako kraju demokratycznego i otwartego. W jego słowach pobrzmiewało echo przestrogi, znanej z lekcji historii: „Na początku zawsze było słowo, potem słowo zamieniało się w czyn. Ten film już widzieliśmy”.
Odniósł się wprost do wydarzeń w Niemczech lat 30., pokazując, że współczesna Polska nie jest odporna na ten sam mechanizm: najpierw słowa pogardy, potem marginalizacja, wreszcie – przemoc. W tym kontekście przypomniał heroizm rotmistrza Witolda Pileckiego i absurd wypowiedzi negujących jego raporty z Auschwitz: „Pilecki nie po to zgłaszał się na ochotnika do Oświęcimia, żeby teraz jakaś łachudra dla zysku politycznego podważała jego raport”.
Gościnność czy lęk?
Minister przypomina, że Polska zawsze była krajem gościnnym, w którym wielokulturowość nie była zagrożeniem, lecz zasobem. W jego ocenie, ci, którzy dziś „szczują na obcych i napędzają spiralę nienawiści”, nie reprezentują większości.
W emocjonalnej kulminacji swojego wpisu apeluje: „Polacy i Polki są lepsi niż ci, którzy szczują. Apeluję o opamiętanie”.
Antyimigrancka histeria jako zagrożenie bezpieczeństwa
Z perspektywy dyplomatycznej, wizerunek państwa oparty na strachu i nienawiści wobec innych może kosztować więcej niż tylko wpisy w zagranicznych mediach. To napięcia społeczne, możliwe sankcje, pogorszenie relacji międzynarodowych – ale też coś bardziej fundamentalnego: osunięcie się wspólnoty w stronę, z której nie ma powrotu.
Sikorski wyraźnie mówi, że rasizm i antysemityzm nie są kwestią poglądów – są złamaniem zasad, na których zbudowana jest współczesna demokracja. I że jego obowiązkiem nie jest tylko reagowanie na incydenty, ale zatrzymanie trendu, który z incydentu uczyni normę.
Edyta Matecka

