Mimo twardych deklaracji o ochronie granic, polski rząd nadal pozoruje działania. Wszystko po to, aby nie sprowokować gniewnych reakcji strony niemieckiej, a następnie Brukseli. Wszystko w sytuacji, gdy codziennie do sieci trafia mnóstwo informacji, zdjęć i filmików o tym, jak na granicy jest w rzeczywistości. Tymczasem wiceszef MSWiA twierdzi, że „nie ma kryzysu”, a kontrole to tylko „działanie prewencyjne”.
Niemiecka gra, polska iluzja
Wiceszef MSWiA Maciej Duszczyk próbuje przekonać opinię publiczną, że wznowienie kontroli na granicy z Niemcami to „pragmatyczna decyzja”, a nie reakcja na realny kryzys. To element narracji, którą Polacy słyszą od dawna. Słowa polityka brzmią jak wyuczona formułka, zwłaszcza w kontekście relacji mieszkańców przygranicznych gmin, a także tego wszystkiego, co udostępniają w sieci. Fakt, że Niemcy przerzucają do Polski migrantów nie podlega dyskusji, można co najwyżej dyskutować o ich liczbie, ponieważ znaczna część przypadków nie została nigdy wykryta.
Fakt, że Niemcy przerzucają do Polski migrantów nie podlega dyskusji, można co najwyżej dyskutować o ich liczbie
Fakty nie pozostawiają marginesu do dyskusji. Po 8 maja Berlin zaczął stosować przepisy pozwalające na odsyłanie osób ubiegających się o azyl do kraju pierwszego wjazdu do UE, w tym przede wszystkim do Polski. Oficjalnie mówi się o „współpracy”, ale w praktyce odbywa się to bez żadnej koordynacji z polskimi strażnikami granicznymi. Więcej, strona niemiecka przerzuca migrantów w miejscach, które nie mają charakteru oficjalnych przejść granicznych. Dlaczego więc Duszczyk uparcie twierdzi, że „nie ma kryzysu”? Odpowiedź jest prosta: przedstawiciele polskiego rządu boją się przyznać, że rząd jest uległy wobec Niemców.
W większości przypadków jesteśmy informowani, ale zdarza się, że Niemcy działają bez koordynacji z polskimi strażnikami granicznymi. Wprowadzenie kontroli jest więc działaniem pragmatycznym, a nie politycznym
– powiedział dziś Duszczyk.
Jego tłumaczenia nie brzmią sensownie, a z pewnością nie brzmią tak, jakby wypowiadał je minister suwerennego państwa, które chroni własne granice.
Pakt migracyjny: fikcja oderwana od rzeczywistości
Duszczyk słusznie krytykuje unijny pakt migracyjny, nazywając go przestarzałym i niesprawiedliwym. Rzeczywiście, dokument powstał w 2016 roku i kompletnie nie uwzględnia dzisiejszych wyzwań, takich jak hybrydowa wojna na granicy polsko-białoruskiej.
Rzecz w tym, że rząd w którym jest wiceministrem, zaakceptował ten pakt – najpierw w grudniu 2023 roku na Radzie Europejskiej w obecności premiera Donalda Tuska, a następnie na posiedzeniach europejskich ministrów spraw wewnętrznych i finansów. Od kwietnia 2015 roku pakt migracyjny i zgoda Polski na jego implementację, jest bezdyskusyjnym faktem.
To porozumienie było projektowane z myślą o kryzysie migracyjnym z 2016 roku. Nie uwzględnia realiów na naszej wschodniej granicy, gdzie mamy do czynienia z presją sterowaną politycznie przez reżim białoruski
– tłumaczy Duszczyk.
Przez lata władza opowiadała bajki o „niezłomnej ochronie granic”, podczas gdy w rzeczywistości nie przygotowano skutecznego systemu zarządzania kryzysowego. Teraz, gdy Berlin zmienia zasady gry, polski rząd działa w pośpiechu, ale nie dlatego, że chce bronić granic, ale boi się społecznego buntu, który już dzisiaj jest widoczny w sondażach.
Polityczny teatr zamiast realnych rozwiązań
Nie możemy pozytywnie wypowiadać się o pakcie migracyjnym, który proponuje wydłużenie procesu rozpatrywania wniosków azylowych. To dla nas żadne rozwiązanie. My mamy własne, dostosowane do skali zagrożenia
– twierdzi wiceminister i zapewnia w kwestii paktu migracyjnego, że „nie przyjmie żadnych migrantów i nie zapłaci kar”. Tyle tylko, że już ich przyjmuje, zanim pakt migracyjny formalnie zaczął obowiązywać. Zapowiedzi ochrony granic brzmią groźnie, ale na Niemcach nie robą żadnego wrażenia.
Prawdziwy problem leży gdzie indziej: w braku spójnej strategii i w gadaniu o „prewencji”, podczas gdy migranci już są w Polsce. Są też każdego dnia przerzucani przez granicę do Polski, a wszystko przy cichej akceptacji polskiego rządu. Efekty przynoszą kontrole na granicy z Litwą! Tak, oczywiście. Z tego też najbardziej zadowoleni są Niemcy…
Robert Bagiński

