Wicemarszałek Sejmu Krzysztof Bosak (Konfederacja) ostrzegł na antenie Radia Wnet, że kontrole na polsko-niemieckiej granicy przypominają gaszenie pożaru konewką – w wielu miejscach stróże prawa są widoczni głównie na pokaz, a długie odcinki „zielonej” granicy pozostają puste.
Nagłe rozkazy, różne scenariusze
Operacja przywrócenia kontroli drogowych i kolejowych ruszyła z dnia na dzień. Część funkcjonariuszy przerzucono z Podkarpacia do województw zachodnich, a żołnierze Żandarmerii Wojskowej dopiero uczą się pracy przy barierkach granicznych. Efekt? Obraz zmienia się jak w kalejdoskopie. Na jednych przejściach samochody przejeżdżają jak po maśle, na innych – jak w Świecku w piątkową noc – tworzą się kilometrowe korki po stronie niemieckiej.
Cień „wojny informacyjnej”
Polityk zwrócił uwagę, że Ministerstwo Spraw Wewnętrznych oraz Straż Graniczna nie publikują pełnych danych o migrantach zatrzymanych lub zawróconych z Niemiec. Bosak mówi o informacyjnej zasłonie dymnej, w której państwo wymierza riposty krytykom, lecz nie pokazuje własnych statystyk.
Pokazówka zamiast strategii
Brak skoordynowanej taktyki i ograniczone zasoby przypominają obraz „patopaństwa”, w którym państwowe instrumenty działają reaktywnie: ruchome patrole zamiast systemowych rozwiązań, punktowe akcje zamiast czytelnej polityki migracyjnej. Tymczasem Bundespolizei widziana jest głównie na samych przejściach; na zapleczu granicy widać puste pola.
Audyt czy błędne koło?
Parlamentarna opozycja zapowiada interpelacje i wnioski o ujawnienie statystyk, a eksperci ds. bezpieczeństwa pytają, czy w dobie migracyjnej presji państwo może pozwolić sobie na „czarną skrzynkę” danych. Bez liczb trudno mierzyć skuteczność kontroli – i równie trudno budować społeczne zaufanie.
Edyta Matecka

