Od kilku miesięcy debatę publiczną rozgrzewają patrole obywatelskie na pograniczu polsko-niemieckim. Alarmistyczne głosy prawicy współbrzmią z danymi o wzroście liczby migrantów zawróconych przez niemiecką policję – z zaledwie 54 osób w 2022 r. do ponad 9 tys. w ubiegłym roku. Statystyka, choć nagłaśniana jako „lawina”, wciąż blednie przy półmilionowym saldzie migracji netto do Niemiec. Mimo to temat stał się poręcznym narzędziem politycznym.
Potrzeby rynku kontra nastroje społeczne
Z jednej strony polska gospodarka – oparta na taniej sile roboczej – zaczyna wykazywać chroniczny głód pracowników. Z drugiej narasta niechęć do dalszej imigracji, wzmacniana sensacyjnymi relacjami o przestępstwach popełnianych przez cudzoziemców. W tym klinczu znalazł się biznes.
Jan Śpiewak, autor „Patopaństwa”, na antenie podcastu „Wiadomości końca świata” wskazał, że zapowiada się konflikt między „Januszeksą” a wolnościową prawicą: przedsiębiorcy pragną importu rąk do pracy, a elektorat prawicowy – polityki „zamek na cztery spusty”.
Głos wielkiego biznesu. Brzoska wychwala model z Emiratów
W wywiadzie dla Kanału Zero Rafał Brzoska, twórca InPostu, przywołał system kafala obowiązujący w Zjednoczonych Emiratach Arabskich. Chwalił tamtejsze rozwiązania:
- obowiązek umowy o pracę już na wlocie,
- pełną wiedzę państwa o miejscu pobytu imigranta,
- dwu-tygodniowy termin na znalezienie nowego zatrudnienia pod groźbą deportacji.
Zdaniem biznesmena taki model gwarantuje bezpieczeństwo i „brak gwałtów”, a kraj zyskuje „jednych z najbezpieczniejszych ulic świata”. W polskich realiach miałby to być – według Brzoski – sposób na pogodzenie potrzeb gospodarki z obawami społeczeństwa.
Kafala – kuracja czy pętla?
System, do którego odwołuje się Brzoska, bywa porównywany do nowoczesnej formy niewolnictwa. Pracodawca przejmuje rolę opiekuna-strażnika: trzyma paszport, decyduje o możliwości zmiany posady i – w praktyce – o samym pobycie pracownika w kraju. Organizacje praw człowieka wytykają:
- fatalne warunki bytowe robotników,
- arbitralne przedłużanie godzin pracy,
- utrudniony dostęp do wymiaru sprawiedliwości.
Śpiewak używa tu frazeologizmu „pozłacane kajdany” – z zewnątrz błyskotliwe bonusy, w środku realna zależność.
Polityczny wytrych skrajnej prawicy
W sieci wypowiedź Brzoski podał dalej Krzysztof Bosak. Publicyści zauważyli, że skrajna prawica, dotąd głosząca hasła „zero imigracji”, może wykorzystać „model kafala” jako konia trojańskiego: zatrzymać taniość pracy i jednocześnie obiecać wyborcom brak „obcych” na ulicach.
W tym świetle teza Śpiewaka brzmi: Brzoska – reprezentując część kapitału – chce ściągać migrantów, ale pozbawionych praw pracowniczych, de facto „niewolników na czas określony”.
Perspektywa rynku pracy
- Robotyzacja kontra import pracy – Polska plasuje się w ogonie UE pod względem liczby robotów przemysłowych. Utrzymywanie niskich płac i otwartych drzwi dla taniego personelu bywa wygodniejsze niż inwestycje w automatyzację.
- Ukraina jako filtr – wojna zwiększyła liczbę uchodźców, jednak mobilizacja mężczyzn może w dłuższym horyzoncie zmniejszyć podaż pracowników ze Wschodu. Biznes szuka więc nowej puli siły roboczej.
- Rynek pracodawcy czy pracownika? – wskaźnik zatrudnienia w Polsce rośnie, lecz wciąż pozostaje niższy niż w krajach zachodnich. Rządzący mogą więc – argumentuje Śpiewak – podnieść płace i wymusić innowacje zamiast sięgać po „kafealny wentyl bezpieczeństwa”.
Co dalej?
Doświadczenia państw Zatoki Perskiej pokazują, że model skrajnego podporządkowania migrantów rodzi długoterminowe koszty społeczne: segmentację rynku pracy i narastające napięcia etniczne. W polskich warunkach, gdzie pamięć o przymusie i wyzysku (choćby pracy przymusowej z czasów wojny) jest wciąż żywa, implementacja takiego systemu mogłaby okazać się receptą gorszą od choroby.
Zamiast „ściągania niewolników” eksperci rynku pracy wskazują trzy alternatywne ścieżki:
- wyższe płace minimalne skorelowane z produktywnością,
- przyspieszoną robotyzację i cyfryzację procesów,
- realny dialog społeczny – od rad pracowników po trójstronne negocjacje — który wciąż raczkuje.
Co to znaczy?
Pytanie postawione przez Jana Śpiewaka celnie punktuje sedno sporu: czy Polska stoi na rozdrożu między tanią, podporządkowaną migracją a modelem wysokiej wartości dodanej? Jeśli politycy i biznes nie dostrzegą, że „taniość” to worek bez dna, mogą obudzić się w kraju, w którym pracownik – czy to z Manili, czy z Mazowsza – nadal pozostaje tylko trybikiem. A wtedy hasło „państwo z kartonu” znów wybrzmi głośno, niczym zgrzyt nie naoliwionej maszyny.
Edyta Matecka

