Rzecznik prasowy rządu, w rozmowie inaugurującej cykl „Na pierwszej linii”, wskazał, że szczelność granicy polsko-białoruskiej wzrosła z niespełna 30 proc. do 98 proc.. Zapora fizyczna wzmocniona drutem typu concertina, system kamer i czujników oraz patrole Straży Granicznej, wojska i policji – to trójstopniowa tarcza, która powstrzymuje dziś większość prób nielegalnego przekroczenia granicy. Jeszcze do niedawna przejścia „ciekły jak durszlak”, dziś – według MSWiA – pojedyncze udane próby są natychmiast rejestrowane i oparte na twardych danych.
Reakcja łańcuchowa: Litwa i Niemcy pod kontrolą
Po uszczelnieniu wschodniego odcinka migranci kierowani przez białorusko-rosyjskie służby zaczęli wybierać szlak przez Litwę i obwód suwalski. Dlatego z 7 na 8 lipca rząd przywrócił tymczasową kontrolę graniczną zarówno z Litwą, jak i z Niemcami. Warszawa powołuje się przy tym na zmianę praktyki strony niemieckiej, która intensywniej zawraca cudzoziemców stojących u wrót strefy Schengen.
- 2023 r.: 968 osób odesłanych z Niemiec do Polski
- 2024 r.: 688
- styczeń–czerwiec 2025 r.: 314
Rząd podkreśla, że są to wyłącznie osoby zatrzymane już na terytorium RFN, co odróżnia je od ponad 50-procentowej grupy obywateli Ukrainy i Białorusi cofanych wprost z linii granicznej.
„Fałszywy alarm” a medialna burza
MSWiA punktuje „lawinę manipulacji”: w Internecie krążą liczby rzędu 10–11 tysięcy zawróceń, które w rzeczywistości dotyczą wszystkich podróżnych bez prawa wjazdu do Niemiec, nie zaś migrantów z Polski. Rzecznik krytykuje także wideo-relacje polityków skrajnej prawicy, pokazujące rzekomych niemieckich funkcjonariuszy po polskiej stronie – ujęcia, w których mundur okazał się polski.
Samozwańcze patrole a państwowy monopol na przemoc
W pobliżu granicy pojawiły się grupy określające się jako „Obrona Granicy”. Przeglądają bagażniki, legitymują podróżnych i filmują służby, następnie publikując materiały w sieci. Rząd przypomina, że:
- podszywanie się pod funkcjonariusza (art. 226 kk) zagrożone jest karą pozbawienia wolności,
- utrudnianie czynności Straży Granicznej lub Policji skutkuje wnioskiem do prokuratury,
- państwo „nie zamierza tolerować prywatnych inicjatyw z pałką i megafonem”, nawet jeśli występują pod hasłem „murem za polskim mundurem”.
Dziedzictwo afery wizowej – porządki we własnym domu
Rzecznik przywołał raport NIK opisujący patologiczny handel wizami w okresie poprzedniego rządu. Ścieżki „kolumbijskie” i „senegalskie”, firmowane etykietą „praca w polskich fabrykach”, okazały się przykrywką dla masowych nadużyć. Obecny gabinet deklaruje, że:
- wprowadził uszczelnione procedury w konsulatach i systemie e-Konsulat,
- zwiększył kontrolę nad agencjami pośrednictwa,
- przekazał akta afery do prokuratury, odcinając się od logiki „najpierw wizy, potem sprawdzanie”.
Społeczne echo: mieszkańcy pogranicza patrzą na liczby
Rozmowy z mieszkańcami Słubic, Zgorzelca czy Gołdapi pokazują, że w codziennym życiu drastycznego wzrostu obecności cudzoziemców nie widać. Przekaz o „fali uchodźców” rozmija się więc z doświadczeniem lokalnych społeczności – „widzimy pracujących, nie widzimy rozrabiających”, mówią cytowani w materiale.
Czy Schengen pozostanie „otwartymi drzwiami”?
Minister spraw wewnętrznych Tomasz Siemoniak podkreśla, że kontrole są tymczasowe i zostaną zniesione równolegle z analogicznymi działaniami Berlina. Rząd stawia na utrzymanie swobody przepływu, ale równocześnie oczekuje, że wszystkie państwa Unii „postawią tamę” nielegalnej migracji, zamiast spychać problem na sąsiada.
Służby państwa kontra „łowcy fejków”
Twarde dane, konsekwencja w uszczelnianiu granic i odpolitycznienie procedur wizowych – to trzy filary stanowiska rzecznika rządu. Kabotynada samozwańczych strażników ma zostać wyparta przez państwową strategię „minimum emocji, maksimum skuteczności”. W tle brzmi pytanie, czy Polska zdoła utrzymać balans między bezpieczeństwem a otwartością bez popadania w retorykę oblężonej twierdzy – i czy fakty przebiją się przez medialny szum.
źródło zdjęcia: youtube
Alicja Braun

