W sobotę 19 lipca 2025 roku mieszkańcy Niemiec, głównie z przygranicznych regionów, wyszli na ulice, by zaprotestować przeciwko utrzymywaniu kontroli granicznych między Niemcami a Polską. Wydarzenie odbyło się pod hasłem „Marsz na rzecz otwartych granic” i zostało zorganizowane przez partię Volt – paneuropejski ruch sprzeciwiający się barierom wewnątrz Unii Europejskiej.
Frankfurt nad Odrą: protest zamiast normalności
Marsz rozpoczął się we Frankfurcie nad Odrą, tuż przy granicy z Polską. Około 400 uczestników zebrało się przed dworcem kolejowym, by przejść w stronę mostu granicznego i symbolicznie pokazać, że granice powinny być przestrzenią współpracy, a nie podziału. Choć początkowo planowano także przejście do Słubic po stronie polskiej, władze tego miasta nie wydały zgody, tłumacząc to względami bezpieczeństwa.
W zamian po stronie polskiej zorganizowano piknik rodzinny z udziałem mieszkańców obu krajów – jako alternatywną formę wyrażenia poparcia dla idei otwartych granic.
Protest nie tylko na Odrze
Manifestacje odbyły się również w innych częściach Niemiec – m.in. przy granicach z Austrią, Holandią i Danią. Wspólnym mianownikiem wszystkich wydarzeń był sprzeciw wobec przywróconych kontroli granicznych, które – zdaniem organizatorów – godzą w ideę swobodnego przemieszczania się w ramach strefy Schengen.
Dlaczego to ważne?
Kontrole graniczne między Polską a Niemcami funkcjonują już od kilku miesięcy – wprowadzono je najpierw po stronie niemieckiej, a od 7 lipca także po stronie polskiej. Oficjalnym powodem są względy bezpieczeństwa oraz kontrola nad nielegalną migracją. Jednak mieszkańcy pogranicza, codziennie przemieszczający się między krajami do pracy, szkoły czy na zakupy, odczuwają te zmiany jako utrudnienie życia codziennego.
Przedstawiciele partii Volt podkreślali, że zamiast wznosić nowe bariery, Unia Europejska powinna wspólnie rozwiązywać problemy – także te związane z migracją – w duchu współpracy, a nie izolacji.
Głos mieszkańców
W rozmowach z niemieckimi mediami wielu protestujących mówiło o frustracji. – Granica była dla nas praktycznie niewidoczna. Teraz, żeby pojechać do pracy w Słubicach, stoję w kolejce i pokazuję dokumenty. Cofnęliśmy się o 20 lat – mówił jeden z uczestników protestu.
Inni zwracali uwagę na konsekwencje gospodarcze. Lokalne firmy transportowe i handlowe notują straty, a przedsiębiorcy apelują o zniesienie utrudnień.

