W rozmowie na Kanale Zero, funkcjonariusz Straży Granicznej ujawnia kulisy codziennej pracy na najbardziej napiętym odcinku polskiej granicy – tej z Białorusią. Jego słowa są nie tylko mocnym komentarzem do bieżącej sytuacji, ale też ostrzeżeniem: „Tak dalej być nie może”.
To nie jest typowy materiał PR-owy ani rozmowa z rzecznikami. To głos z pierwszej linii – człowieka, który na co dzień mierzy się z nielegalnymi przekroczeniami granicy, agresją i bezradnością wobec niewydolnych przepisów.
„To wygląda jak wojna”
Funkcjonariusz nie przebiera w słowach: – To nie są już pojedyncze przypadki. To są grupowe, zorganizowane działania. Czasem podchodzą do płotu, wrzucają gałęzie, błoto, kamienie, prowokują. Kiedy my odpowiadamy, oni się cofają. I tak codziennie – mówi, opisując sytuację jako formę „wojny psychologicznej”.
Dla niego to nie jest już tylko kryzys migracyjny – to starcie dwóch strategii: jednej strony, która testuje granice państwowe, i drugiej, która stara się ich bronić, mając związane ręce.
„Tak nie zatrzymamy imigrantów”
Zdaniem rozmówcy, największym problemem są przepisy. – My nie mamy narzędzi prawnych, żeby skutecznie zatrzymać tych ludzi. Czasem widzimy, jak ktoś przechodzi przez granicę, zatrzymujemy go, ale po kilku godzinach wraca, bo nie mamy podstawy prawnej, by go przetrzymać – tłumaczy.
Strażnik mówi o tzw. „procedurach wywózkowych”, które w praktyce często kończą się powrotem migrantów do punktu startowego… i ponowną próbą. – Oni wiedzą, że jak będą próbować kilka razy, to w końcu im się uda – dodaje.
Technologia nie wystarcza
Wbrew wyobrażeniom, że płot na granicy załatwił sprawę, rozmówca tłumaczy: – Płot to tylko przeszkoda techniczna. Ludzie potrafią ją obejść, przeciąć, przeskoczyć. Potrzeba ludzi, procedur, współpracy. A my ciągle reagujemy doraźnie.
Do tego dochodzą braki kadrowe i przeciążenie psychiczne: – Mamy ludzi, którzy po prostu się wypalają. Jesteśmy rzucani w polityczną grę, ale nikt nas nie pyta, jak naprawdę wygląda sytuacja – przyznaje.
Apel o zmiany
„My nie chcemy polityki, chcemy narzędzi. Jeśli państwo chce naprawdę chronić granice, to musi nam dać możliwości działania” – podsumowuje. W jego oczach to nie tylko apel do władz, ale też do opinii publicznej – żeby przestać patrzeć na pogranicze wyłącznie przez pryzmat haseł i propagandy.
Granica jako pole bitwy… o więcej niż tylko terytorium
Wypowiedź strażnika porusza szerszy problem: jak państwo ma reagować w sytuacji, gdy migracja przestaje być wyłącznie zjawiskiem społecznym, a staje się narzędziem politycznej presji?
Granica z Białorusią stała się w ostatnich latach miejscem nie tylko fizycznego, ale i symbolicznego starcia. Z jednej strony są funkcjonariusze bez wsparcia, z drugiej – migranci, często wykorzystywani przez reżim Łukaszenki. Między nimi – polityka, przepisy, opinia publiczna i media.

