Miał być szum oceanu i drinki pod palmami, a skończyło się na przesłuchaniu, mandacie i wstydliwym powrocie do domu. Jeden z pasażerów odlatujących w poniedziałek z lotniska w Pyrzowicach na własnej skórze przekonał się, że terminal lotniczy to ostatnie miejsce na ziemi, w którym warto popisywać się specyficznym poczuciem humoru.
Jego nieodpowiedzialne słowa o „materiałach wybuchowych” w bagażu uruchomiły procedury, których nie dało się już zatrzymać, a które będzie pamiętał przez długie lata.
Jedno zdanie, które zniszczyło urlop
Do incydentu doszło podczas rutynowej odprawy biletowo-bagażowej. Mężczyzna, prawdopodobnie chcąc rozładować napięcie przed lotem, oznajmił obsłudze, że w jego bagażu znajdują się materiały wybuchowe. Choć pasażer szybko próbował wycofać się ze swoich słów, tłumacząc, że to tylko żart, machina procedur bezpieczeństwa ruszyła natychmiast. Na miejsce wezwano funkcjonariuszy z Zespołu Interwencji Specjalnych (ZIS).
Pirotechnicy w akcji
Mundurowi z Placówki Straży Granicznej w Katowicach-Pyrzowicach nie brali pod uwagę tłumaczeń o „dowcipie”. Pasażer został wylegitymowany, a jego bagaż poddano drobiazgowej kontroli pod kątem pirotechnicznym. Choć żadnych niebezpiecznych przedmiotów nie znaleziono, konsekwencje dla mężczyzny okazały się wyjątkowo bolesne i kosztowne.
Kapitan nie miał litości: „Ten pan nie leci”
Za swój „niefortunny dowcip” podróżny został ukarany mandatem karnym w wysokości 500 złotych (zgodnie z art. 210 ustawy Prawo Lotnicze). Prawdziwy cios nadszedł jednak chwilę później. O incydencie powiadomiono kapitana samolotu, który zgodnie z procedurami podjął decyzję o niewpuszczeniu mężczyzny na pokład. Pilot uznał, że osoba zakłócająca porządek jeszcze przed startem stwarza potencjalne zagrożenie dla lotu.
Straż Graniczna ostrzega: Zero tolerancji
Monika Szpunar ze Śląskiego Oddziału Straży Granicznej przypomina, że lotnisko to specyficzne miejsce, gdzie każde słowo dotyczące zagrożeń traktowane jest z najwyższą powagą. Niedoszły urlopowicz musiał na własny koszt opuścić terminal i wrócić do domu, tracąc wszystkie pieniądze wydane na bilet do Hiszpanii oraz hotelowe rezerwacje. „
Marian Zgorzelski

