Wybuch w środku nocy, huk słyszany w promieniu kilku kilometrów i wybite szyby w domach mieszkańców – tak wyglądała dramatyczna noc w Osinach w powiecie łukowskim (Lubelskie). Około godziny 2 na pole kukurydzy spadł niezidentyfikowany obiekt, który eksplodował. Na miejscu natychmiast pojawiły się służby, a sprawa błyskawicznie trafiła pod lupę wojska i kontrwywiadu.
Huk, ogień i wybite szyby
Policja, która zabezpiecza teren, poinformowała o nadpalonych szczątkach plastiku i metalu porozrzucanych w promieniu kilkudziesięciu metrów. Choć na szczęście nikt nie ucierpiał, eksplozja uszkodziła trzy pobliskie budynki.
Nie było żadnych ofiar i nikt nie jest poszkodowany w sensie zdrowotnym. Uszkodzeniu uległy trzy budynki w wyniku eksplozji niezidentyfikowanego obiektu. Na ten moment nie ma żadnego zagrożenia. Zostało zmierzone promieniowanie i nie ma powodów do obaw
– zapewniał na konferencji prasowej wojewoda lubelski Krzysztof Komorski.
Mieszkańcy relacjonują, że huk było słychać wiele kilometrów dalej.
Wojsko i kontrwywiad na miejscu
Na teren natychmiast ściągnięto żołnierzy Żandarmerii Wojskowej oraz funkcjonariuszy Służby Kontrwywiadu Wojskowego. Do akcji ruszyły również lotnicze i naziemne zespoły poszukiwawczo-ratownicze.
Dowództwo Operacyjne Rodzajów Sił Zbrojnych poinformowało, że ich radary nie wykryły naruszenia polskiej przestrzeni powietrznej ani od strony Białorusi, ani Ukrainy. Według wstępnych ustaleń, obiekt mógł być elementem starego silnika ze śmigłem.
Obsada systemu obrony powietrznej RP prowadzi całodobową obserwację polskiej przestrzeni powietrznej, pozostając w ciągłej gotowości do zapewnienia jej bezpieczeństwa
– podkreślono w komunikacie.
Eksperci ostrzegają: Rosjanie testują naszą czujność?
Choć oficjalne służby uspokajają, eksperci nie mają złudzeń: sprawa jest poważna.
Mamy w Polsce kilkanaście tysięcy agentów rosyjskich, którzy mają pełną wiedzę na temat sposobów reakcji polskich służb. Musimy być wyczuleni na tego typu sytuacje, bo niczego nie można wykluczyć
– ostrzega dr Tomasz Pawłuszko w rozmowie z Polsatem.
Politycy się kłócą, a obywatele zadają sobie pytanie: czy to próba testowania polskiej obrony przez Rosjan, podobnie jak w przypadku balonów szpiegowskich, które już wcześniej wlatywały nad nasze terytorium? Niczego nie można wykluczyć, nawet jeśli obiekt nie miał charakteru wojskowego.
AKTUALIZACJA:
Do sprawy odniósł się wicepremier i minister obrony narodowej, Władysław Kosiniak-Kamysz. jego zdaniem, nie można wykluczyć, że to rosyjska prowokacja.
Nie należy wykluczyć aktów sabotażu. Dotychczas mieliśmy do czynienia z podpaleniami(…). Nie można wykluczyć, że to ma miejsce także w związku z trwającymi rozmowami pokojowymi w sprawie wojny na Ukrainie. Każdą koncepcję bierzemy pod uwagę
– powiedział na konferencji prasowej w Mińsku Mazowieckim.
Marian Zgorzelski

