Fala emocji i politycznych apeli po ostatnich deportacjach Ukraińców z Polski wywołała pytania: czy mężczyźni wydalani za przestępstwa lub wykroczenia trafiają od razu do armii? Ukraińska straż graniczna odpowiada jednoznacznie: nie ma automatycznego wcielania do wojska przy granicy.
Debata wokół obecności Ukraińców w Polsce rozgrzała się po głośnym incydencie na Stadionie Narodowym i po koncercie rapera Maxa Korzha, kiedy premier Donald Tusk zapowiedział deportacje. Pojawiły się wówczas nie tylko polityczne głosy, ale też dziesiątki komentarzy internautów, w których powtarzano hasło: „deportacja i na front”.
Według danych Straży Granicznej tylko w pierwszym półroczu 2025 roku do Ukrainy odesłano 361 obywateli tego kraju. Wśród nich byli skazani za kradzieże, bójki, przemoc domową czy jazdę pod wpływem alkoholu. Deportowano również osoby związane z przemytem migrantów na granicy białoruskiej.
Co dzieje się z deportowanymi po przekroczeniu granicy?
Jak wyjaśnia Serhij Serdiuk, zastępca szefa Państwowej Służby Granicznej Ukrainy, procedury są jasne i nie oznaczają, że Ukraińcy trafiają wprost na front.
Nie podejmujemy działań polegających na przymusowym przekazaniu obywateli Ukrainy do ośrodków werbunkowych. Naszą rolą jest wyłącznie kontrola graniczna
– podkreśla oficer w rozmowie z Wirtualną Polską.
Przypomina też, że obowiązek obrony państwa dotyczy wszystkich obywateli Ukrainy, jednak realizacja tego obowiązku przebiega według prawa krajowego, a nie w trybie natychmiastowym przy przejściu granicznym.
Każda osoba wydalona z Polski podlega zwykłym procedurom. Obejmują one m.in. sprawdzenie w bazach danych krajowych i międzynarodowych, w tym Interpolu. Dalsze działania podejmowane są wyłącznie wtedy, gdy dana osoba figuruje jako poszukiwana.
Zgodnie z Konstytucją Ukrainy obywatelowi naszego kraju nie można ograniczać prawa powrotu do ojczyzny w żadnych okolicznościach
– zaznaczył Serdiuk.
Mobilizacja w Ukrainie – coraz bardziej brutalna
Choć deportowani nie trafiają od razu na front, sytuacja mobilizacyjna w Ukrainie pozostaje napięta. Od 2023 roku media opisują coraz bardziej restrykcyjne metody naboru.
Wysiłki mające na celu zwiększenie poboru stają się coraz bardziej oszukańcze, przymusowe i brutalne
– pisał w grudniu 2024 roku brytyjski „The Times”.
Władze w Kijowie stawiają przed sobą ambitne cele: liczą na pozyskanie nawet 200 tysięcy nowych żołnierzy. Tymczasem społeczne zmęczenie wojną narasta, a ukraińskie media odnotowują przypadki zatrzymań mężczyzn na ulicach miast i przymusowego wcielania ich do armii.
Dla wielu Ukraińców życie na emigracji, także w Polsce, było dotąd sposobem na uniknięcie frontu. Deportacje przywracają ich jednak do kraju, gdzie – prędzej czy później – mogą znaleźć się w orbicie działań mobilizacyjnych.
Narracje o tym, że deportowani z Polski Ukraińcy trafiają „prosto w okopy”, są uproszczeniem, a często także elementem politycznej gry. Ukraińskie władze zapewniają, że nie ma mowy o natychmiastowym kierowaniu ich do wojska. Ale w obliczu trwającej mobilizacji nie da się ukryć, że powrót do ojczyzny może oznaczać powrót do ryzyka wcielenia do armii, choć w innym trybie i czasie, niż życzyliby sobie tego niektórzy polscy komentatorzy.
Marian Zgorzelski

