7 lipca 2025 r. gabinet Donalda Tuska przywrócił na miesiąc kontrole na granicach z Niemcami i Litwą. Oficjalny komunikat mówił o „zmieniającej się sytuacji migracyjnej” i konieczności wzmocnienia bezpieczeństwa państwa. Na konferencji prasowej premier zapewniał, że „państwo musi działać zdecydowanie”, choć już następnego dnia służby graniczne przyznawały nieoficjalnie, że ruch migracyjny od początku roku maleje. Wiele wskazuje więc, że decyzja miała drugie dno – w języku dyplomatów „gest polityczny”, w języku ulicy „gra pozorów”.
Kto naprawdę znalazł się pod lupą
Jednocześnie z ogłoszeniem kontroli policja i Straż Graniczna rozpoczęły wzmożone kontrole samochodów i autobusów z wolontariuszami Ruchu Obrony Granic (ROG). To oddolna inicjatywa Roberta Bąkiewicza, która organizuje na zachodzie kraju patrole obywatelskie i dystrybuuje posiłki kierowcom oczekującym w kolejkach na wjazd do Polski. Gazeta Polska ironizowała, że „zamiast z nielegalnymi imigrantami rząd walczy z polskimi wolontariuszami”.
Po stronie rządowej pada argument, że patrole społeczne „wprowadzają w błąd kierowców” i „eskalują napięcia”. Słowem – obie strony rzucają sobie kłody pod nogi.
Migranci w statystyce i w retoryce
Choć kontrole miały zatrzymać falę nielegalnego przekraczania granicy, liczby nie potwierdzają dramatycznego wzrostu. Od stycznia do końca czerwca odnotowano 4 127 prób nielegalnego wjazdu, o 12 proc. mniej niż rok temu. Tego faktu w publicznych wystąpieniach premiera próżno jednak szukać – znacznie nośniejsze są obrazy radiowozów i wozu transmisyjnego na tle zasłoniętych szlabanów.
Jak na razie pozostaje wrażenie, że na granicy zachodniej toczy się spektakl, w którym każdy aktor gra swoją rolę: rząd buduje wizerunek zdecydowanego strażnika, ROG – obrońcy narodowego interesu, a służby balansują między zadaniami a kamerami. I jak to w polskiej polityce bywa, granica nie tyle oddziela, ile łączy scenę i kulisy.
Alicja Braun

