W piątkowe popołudnie, około godziny 16.20, 23-letni obywatel Polski zaatakował przypadkowego 20-latka na warszawskim Wilanowie. Uderzenia maczetą w głowę i szyję niemal przypieczętowały los poszkodowanego, który w stanie ciężkim trafił do szpitala. Napastnik zbiegł, lecz następnego dnia został zatrzymany przez policję; grozi mu dożywocie.
Tweet, który podniósł ciśnienie
Niedługo po policyjnym komunikacie na platformie X odezwał się publicysta lewicowych mediów obywatelskich Xavier Woliński, znany z profilu @wolnelewo. „Gdzie wtedy były patrole obywatelskie?” – napisał, celnie godząc ironią w dyskusję o społecznych strażach mających „bronić ulic” przed rzekomym zagrożeniem ze strony obcokrajowców. Pytanie wprost obnażyło paradoks: sprawcą brutalnego czynu okazał się rodowity Polak.
Społeczna debata o bezpieczeństwie w świetle faktów
Hasła o oddolnych patrolach wracają jak bumerang przy każdym głośnym przestępstwie. Zwolennicy wskazują na potrzebę szybkiej reakcji, krytycy – na ryzyko tworzenia samozwańczej „policji sąsiedzkiej” bez realnych kompetencji. Przykład z Wilanowa pokazuje, że geneza przemocy nie sprowadza się do paszportu sprawcy, a schemat „obcy = zagrożenie” bywa myśleniem życzeniowym. Jak zauważają kryminolodzy, zdecydowana większość poważnych czynów zabronionych w Polsce popełniana jest przez obywateli kraju.
Państwo w wersji „light”?
Incydent maczetowy to kolejna cegiełka do obrazu instytucji, które – cytując diagnozy o „państwie z kartonu” – reagują gwałtownie dopiero po fakcie. Mimo skutecznego zatrzymania sprawcy, w przestrzeni publicznej znów wybrzmiał dyżurny spór: czy państwo ma gwarantować bezpieczeństwo systemowo, czy zrzucać część odpowiedzialności na inicjatywy oddolne? Retoryka „patroli obywatelskich” maskuje jednak głębszy problem: niedoinwestowanie profilaktyki i brak długofalowej polityki społecznej.
„Patrole” a rzeczywistość
Woliński, punktując nieskuteczność „samoobrony obywatelskiej”, zwraca uwagę na fakt, że w chwili kryzysu liczy się profesjonalna, błyskawiczna interwencja służb, a nie romantyczna wizja sąsiedzkiego strażnika. Jego wpis odbił się szerokim echem i – niczym kamyk poruszający lawinę – uruchomił falę komentarzy pytających, czy dyskusja o etnicznym pochodzeniu sprawców nie przykrywa realnego, systemowego zaniedbania kwestii prewencji przemocy.
Magda Strupiechowska

