Dziennikarz Daniel Arciszewski z serwisu „Goniec” postanowił przyjrzeć się z bliska działaniom Ruchu Obrony Granic – inicjatywy Roberta Bąkiewicza, znanego z wcześniejszego kierowania Marszem Niepodległości. Przez 24 godziny towarzyszył grupie aktywistów na granicy polsko-niemieckiej, rejestrując wszystko ukrytą kamerą. Wnioski? Więcej tam inscenizacji niż realnych działań.
„Najważniejsze, żeby to dobrze wyglądało”
Z relacji dziennikarza wynika, że wiele z działań prowadzonych przez Ruch miało charakter czysto pokazowy. Uczestnicy otrzymywali instrukcje, by podczas patroli nagrywać telefonami — nawet jeśli urządzenia nie działają. Chodziło o wywołanie presji psychologicznej i pozorowanie aktywności przed kamerami. Polecano im także w razie interwencji służb zachowywać się teatralnie – np. krzyczeć: „Bronię polskiej granicy!”, co miało nadać wydarzeniu dramatyzmu i zwiększyć jego medialność.
Migrantów brak, ale krzyku nie brakuje
Arciszewski dołączył do patrolu w Kostrzynie nad Odrą. Jak sam zauważył – żadnych migrantów nie widział, a działania grupy ograniczały się głównie do przemarszu, robienia zdjęć i rozdawania ulotek. Jeden z uczestników wprost przyznał, że mimo braku zagrożenia „zrobili trochę zamieszania”, co uznali za sukces.
Gotowy scenariusz na „zatrzymanie”
Według dziennikarskiego śledztwa, członkowie Ruchu są uczeni, jak zachowywać się w sytuacji zatrzymania przez policję. Sugerowano im np. śpiewanie hymnu narodowego lub krzyczenie patriotycznych haseł, by wywołać efekt viralowy. Liczy się bowiem nie tyle skutek działań, co potencjalna oglądalność nagrań w internecie.
Reakcje mieszkańców – mieszane
Lokalna społeczność jest podzielona. Jedni popierają działania Ruchu, inni krytykują je jako zbędne, teatralne i szkodliwe. Wiele osób uważa, że problem z migrantami na tym odcinku granicy nie istnieje, a cała inicjatywa ma głównie charakter propagandowy.
Tło wydarzeń
Na przełomie czerwca i lipca Polska wprowadziła tymczasowe kontrole na granicy z Niemcami i Litwą. Powodem było zwiększenie liczby prób nielegalnego przekroczenia granicy – według danych niemieckich służb, od maja zawrócono prawie 7 tys. osób. Na tej fali zaczęły pojawiać się oddolne inicjatywy „patrolowania” granic, takie jak Ruch Roberta Bąkiewicza.

