Żart, który mógł skończyć się tragedią! Na warszawskim Lotnisku Chopina 26 sierpnia Polak rzucił w trakcie odprawy słowa, które zmroziły obsługę i pasażerów: „W bagażu córki jest bomba”. W kilka chwil terminal stanął na nogi, a służby specjalne ruszyły do akcji.
„Mam bombę”, czyli nieudany żart
Do zdarzenia doszło podczas odprawy biletowo-bagażowej. Pracownik obsługi naziemnej, zgodnie z procedurą, zapytał pasażera o posiadanie przedmiotów niebezpiecznych. Odpowiedź mężczyzny zaskoczyła wszystkich: „mam bombę”.
Chwilę później próbował tłumaczyć, że to tylko żart. Problem w tym, że w lotniskowej rzeczywistości takie słowa nigdy nie są traktowane lekko.
Interwencja Straży Granicznej
Natychmiast wezwano Grupę Interwencji Specjalnych Straży Granicznej. Mężczyzna i jego nieletnia córka – której bagaż wskazał jako rzekomo „niebezpieczny” – zostali odizolowani od innych pasażerów.
Strażnicy przeprowadzili kontrolę osobistą oraz dokładnie sprawdzili bagaż dziewczynki. Nie znaleziono żadnych materiałów wybuchowych ani groźnych przedmiotów.
Kara i wielki wstyd
Choć „żartowniś” nie był podróżnym (jego córka leciała sama z asystą do Luksemburga), to konsekwencje spotkały właśnie jego. Obywatel RP został ukarany mandatem w wysokości 500 zł za wykroczenie określone w art. 210 ust. 1 pkt 5a ustawy – Prawo lotnicze. Mężczyzna mandat przyjął, a przewoźnik zezwolił córce na kontynuowanie podróży.
Każda informacja o rzekomym posiadaniu materiałów wybuchowych traktowana jest z najwyższą powagą i uruchamia procedury bezpieczeństwa. Nawet jeśli to nieodpowiedzialny żart, niesie on za sobą poważne konsekwencje – prawne, organizacyjne i psychologiczne
– przypomina Straż Graniczna przypomina.
Dziecko w samym centrum afery
Najbardziej wstrząsające jest to, że ofiarą tej lekkomyślności stała się córka mężczyzny. To ona została postawiona w niezręcznej i stresującej sytuacji, stając się mimowolną bohaterką incydentu.
Eksperci podkreślają: lotnisko to miejsce o podwyższonym reżimie bezpieczeństwa. Każdy żart o bombie czy broni to nie tylko „głupi dowcip”, ale realne zagrożenie dla setek podróżnych i ogromne koszty uruchamianych procedur.
Marian Zgorzelski

