Zdaniem publicysty Miłosza Manasterskiego (Agencja Informacyjna) lipcowe przywrócenie wyrywkowych kontroli na granicy z Niemcami to przede wszystkim „zabieg PR-owy mający zaszyć dziurę w notowaniach Donalda Tuska”. Komentator przypomina, że jeszcze przed publikacją wiralowych nagrań Roberta Bąkiewicza przedstawiciele rządu bagatelizowali problem nielegalnego tranzytu; decyzja o kontrolach miała zapaść dopiero „pod presją kamer obywatelskich”.
Statystyki kontra sondaże
Ruch ten – wskazuje Manasterski – nie poprawił wizerunku gabinetu: choć 58 proc. badanych popiera samą ideę kontroli, aż 30 proc. uważa działania za niekonsekwentne, co przekłada się na dalszy spadek poparcia dla koalicji rządzącej.
Ruch Obrony Granic jako „pospolite ruszenie 2.0”
Publicysta chwali rosnącą popularność Ruchu Obrony Granic (ROG), określając go „obywatelską syreną alarmową”—gdy państwowe struktury zawodzą, społeczeństwo „łata płot własnymi rękami”. Zbiórka, która w kilka dni przyniosła 150 tys. zł na drony i termowizję dla patroli, ma dowodzić, że ludzie „wolą grosz wrzucony do kapelusza niż czekanie na urzędniczą pieczątkę”.
Zakaz dronów – tarcza czy knebel?
Rząd odpowiedział rozporządzeniem zakazującym lotów BSP w pasie przygranicznym od 7 lipca do 5 sierpnia (z możliwością przedłużenia) – oficjalnie „w trosce o bezpieczeństwo”. Dla Manasterskiego to kolejny dowód na frazesologię kontroli, bo ograniczenie uderza w monitoring obywatelski, a nie w przemytnicze siatki.
Quo vadis, rządzie?
Eksperci przywoływani w dyskusji wskazują, że bez jawnych danych o liczbie zatrzymań, odmów wjazdu i readmisji państwo samo podkopuje własną wiarygodność. „Prymat iluzji nad realną polityką” – puentuje Manasterski – w dłuższej perspektywie może kosztować koalicję więcej niż utrata kilku punktów sondażowych.
Alicja Braun

