Polskie służby wprowadziły tymczasowe kontrole graniczne na przejściach z Niemcami i Litwą. Choć granice te do tej pory działały w ramach strefy Schengen, sytuacja bezpieczeństwa sprawiła, że zdecydowano się na przywrócenie wyrywkowych sprawdzeń.
Celem jest walka z nielegalną migracją oraz poprawa kontroli nad tym, kto wjeżdża do Polski.
Jak wyglądają kontrole?
Nowe zasady oznaczają, że na niektórych przejściach (np. w Słubicach) funkcjonariusze Straży Granicznej mogą:
- zatrzymywać pojazdy do sprawdzenia dokumentów,
- kontrolować bagaż i pasażerów,
- przeprowadzać krótkie rozmowy z podróżnymi,
- korzystać z przenośnych urządzeń do skanowania dokumentów i weryfikacji danych.
W wielu miejscach pojawiły się mobilne punkty kontroli – to namioty lub specjalne busy, które służą jako tymczasowe posterunki.
Dlaczego to się dzieje?
Władze tłumaczą, że chodzi o:
- przeciwdziałanie przemytowi i nielegalnemu przekraczaniu granicy,
- zwiększenie bezpieczeństwa narodowego,
- usprawnienie reagowania na podejrzane sytuacje, np. fałszywe dokumenty czy transport nielegalnych migrantów.
Choć nie ma informacji o konkretnym zagrożeniu, Polska – podobnie jak inne kraje UE – decyduje się na większą ostrożność.
Co to oznacza dla zwykłych ludzi?
Dla podróżnych najważniejsze zmiany to:
- możliwe opóźnienia na granicy (warto wyjechać wcześniej),
- konieczność posiadania dokumentu tożsamości – paszportu lub dowodu,
- większa obecność służb i kontroli, nawet w miejscach wcześniej otwartych.
Nie oznacza to całkowitego zamknięcia granicy – tylko wyrywkowe i selektywne sprawdzanie osób i pojazdów.
Na jak długo?
Na razie kontrole mają charakter tymczasowy – ale jeśli sytuacja będzie się zaostrzać (np. wzrośnie liczba prób nielegalnego przekroczenia granicy), mogą zostać wydłużone lub rozszerzone na inne przejścia.

