Lider Ruchu Obrony Granic Robert Bąkiewicz ogłosił, że dzięki wsparciu darczyńców, jego organizacja została właśnie wyposażona w nowoczesny sprzęt m.in. w drony termowizyjne, radiostacje, fotopułapki i kamery nasobne. Jednak zanim sprzęt trafił na polsko-niemiecką granicę, aby z góry monitorować sytuację, policja zdążyła… go uziemić.
Dzięki Waszemu wsparciu granica będzie jeszcze lepiej chroniona!
– napisał Bąkiewicz na platformie X, prezentując zdjęcie zakupionego sprzętu.
Szkoda tylko, że tego entuzjazmu i determinacji do ochrony granic nie podzieliła Policja, która szybko pośpieszyła Bąkiewiczowi z wyjaśnieniami, że wykorzystywanie sprzętu do monitorowania granicy, szczególnie dronów z termowizją, uprawnione są tylko służby państwowe.
Kiedy państwo reaguje. I na kogo szybciej?
Trudno nie odnieść wrażenia, że polskie służby szybciej i skuteczniej reagują na działaczy Ruchu Obrony Granic z dronami, niż na tych wszystkich, którzy w ostatnim czasie nielegalnie przekraczali granicę i nie byli niepokojeni instrukcjami.
Granicę mogą kontrolować wyłącznie uprawnione służby państwowe. Działania osób postronnych nie mogą zakłócać pracy funkcjonariuszy
– poinformowała Policja.
Czyli… oficjalnie bez zmian: Policja robi wszystko, aby czasem nikt nie niepokoił migrantów i ich pomocników z Bundespolizei. W praktyce ma to wyglądać tak, że zaniepokojeni sytuacją na granicy z Niemcami obywatele, mają się trzymać z daleka od przejść, a nowe drony latać bliżej ziemi, niż nieba. Zwłaszcza na zachodniej granicy.
R.B.

