Wiceprezes Nowej Nadziei postawił sprawę na ostrzu noża: „Chcielibyśmy, żeby było jasne, że są radykalne sankcje i że nie ma premii za przemycanie ludzi do Polski” – mówił, stawiając w jednym rzędzie gangi i niemieckich funkcjonariuszy, którzy mieliby „podrzucać” migrantów nad Wisłę. Wypowiedź wpisuje się w nurt krytyki działań unijnych i sąsiednich państw, które – według polityka – „spychają problem” na Polskę. Wipler zapowiedział, że Konfederacja będzie domagała się sankcji zarówno karnych, jak i finansowych dla każdego, kto pomaga w nielegalnym przekraczaniu granicy.
Ogólnopolski dzień protestu 19 lipca
Poseł wskazał 19 lipca jako datę kulminacji akcji „Stop imigracji”. Manifestacje mają odbyć się „w całej Polsce”, a w Warszawie Wipler zamierza stanąć na czele zgromadzenia, wspartego – jak podkreślił – przez kibiców Legii Warszawa. Zapowiedzi potwierdzają wcześniejsze komunikaty władz klubu parlamentarnego Konfederacji o koordynowanej sieci pikiet w największych miastach kraju.
Już podczas Superpucharu w Poznaniu kibice wywiesili transparent mobilizujący do udziału – znak, że organizatorzy liczą na stadionową „armię” jako katalizator frekwencji.
Rok do „tsunami migracyjnego” – kalendarz polityczny
Wipler przekonywał, że „Polacy mają rok, by pokazać rządowi, jak bardzo nie chcą, by realnie do Polski wyrzucano (…) najbardziej niechcianych migrantów z Niemiec, Holandii, Francji, Włoch”. Odwołał się przy tym do unijnego Paktu o Migracji i Azylu, który – według Komisji – ma być w pełni stosowany od czerwca 2026 r., po dwuletnim okresie przejściowym.
Jego zdaniem właśnie 1 lipca 2026 r. uderzy w Polskę „tsunami migracyjne”. Ta narracja wpisuje się w szerszy spór o solidarnościowy mechanizm relokacji i opłaty zastępcze.
Cytaty, które wyznaczyły ton rozmowy
- „Nie ma premii za przemycanie ludzi (…) niezależnie, czy robią to gangi, czy niemieccy funkcjonariusze”
- „19 lipca organizujemy manifestacje w całej Polsce – w Warszawie stanę na czele zgromadzenia”
- „Polacy chcą pokazać rok przed 1 lipca 2026, że nie życzą sobie przerzucania do nas migrantów”
Polityczna arytmetyka i „patopaństwowe” tło
Słowa Wiplera spadają na podatny grunt narastającego w kraju zmęczenia kryzysami granicznymi. W opinii części elektoratu państwo – mimo kolejnych ustaw i funduszy – wciąż chodzi jak „zegar z popsutym wahadłem”, a decyzje podejmowane w Brukseli postrzegane są jako kolejny przykład, że elity regulują życie peryferiów, nie ponosząc realnych konsekwencji. Konfederacja próbuje przekuć tę diagnozę w polityczną energię, stawiając rząd pod presją ulicy.
Czy protesty zmienią bieg wydarzeń?
Konfederacja kalkuluje, że masowa frekwencja doda jej argumentów w negocjacjach parlamentarnych nad implementacją paktu. Rząd – balansując między wymogami unijnymi a presją opinii publicznej – może stanąć przed dylematem: czy iść na zwarcie z Brukselą, czy poszukać „złotego środka”. Na razie społeczny ferment rośnie, a najbliższe tygodnie pokażą, czy 19 lipca stanie się kroplą, która przeleje czarę goryczy.
Alicja Braun

