Do dziwnej sytuacji na moście granicznym w Słubicach doszło 10 lipca br. Zastępca burmistrza miasta Tomasz Stefański własnoręcznie zdjął banery Ruchu Obrony Granic, ulegając żądaniom niemieckiego urzędu. Oficjalnie chodziło o brak zgody na ekspozycję, ale prawdziwy przekaz był jasny: na granicznej przeprawie decydujący głos należy do Niemców.
Most graniczny: infrastruktura czy terytorium Niemiec?
Władze Frankfurtu nad Odrą twierdzą jasno: cały most nad Odrą, łącznie z jego polską częścią, znajduje się pod administracją Republiki Federalnej Niemiec. To one kontrolują wszelkie działania związane z eksponowaniem treści, a brak zgody ze strony niemieckiego ordnungsamt był wystarczającym powodem, by usunąć banery. Z informacji przekazanych przez urząd miasta wynika, że działania zostały przeprowadzone „w porozumieniu z kolegami ze Słubic”, czyli władzami lokalnymi po polskiej stronie.
Jednak wątpliwości zostały, bo to oznacza, że most graniczny, zresztą w przeważającej części znajdujący się po polskiej stronie, należy do Niemiec i to tamtejsze władze mają decydujący głos w jego sprawie.
Obserwatorzy incydentu odnotowali również obecność kobiety, mówiącej po polsku z niemieckim akcentem, która miała towarzyszyć Tomaszowi Stefańskiemu i pilnować, by jej wizerunek nie został utrwalony. Miała oświadczyć, że reprezentuje niemieckiego zarządcę dróg.
Współpraca transgraniczna czy asymetria decyzyjna?
Od lat most na Odrze uchodzi za symbol dobrej współpracy Słubic i Frankfurtu: sąsiedzkich miast funkcjonujących w ramach Euroregionu Sprewa–Nysa–Bóbr. Wspólne inicjatywy, projekty kulturalne, mobilność mieszkańców, wszystko to miało budować obraz pogranicza jako modelu integracji. Tymczasem decyzja podjęta przez stronę niemiecką, wykonana przez polskiego urzędnika, stawia tę narrację pod znakiem zapytania.
Sprawą zainteresowała się redaktor Aleksandra Fedorska, zajmująca się sprawami niemieckimi. Jej interpelacja w urzędzie Frankfurtu nad Odrą potwierdziła: formalnie to Niemcy kontrolują całość konstrukcji. Ale odpowiedź nie zawierała jednoznacznej podstawy prawnej, a to rodzi kolejne pytania.

