Na przejściu granicznym w Krościenku funkcjonariusze Straży Granicznej dwukrotnie zatrzymali grupę obywateli Mołdawii, którzy próbowali wjechać do Polski, by dalej udać się do Czech. Pierwszym razem nie mieli żadnych dokumentów potwierdzających zatrudnienie, drugim razem posłużyli się sfałszowanym zaświadczeniem. Sprawa kierowcy autokaru, który przyznał się do winy, trafi do sądu.
30 sierpnia autokar z obywatelami Mołdawii pojawił się na przejściu granicznym. Podróżni deklarowali chęć pracy w Czechach, ale nie mieli żadnych dokumentów potwierdzających zatrudnienie. Decyzja była szybka: odmowa wjazdu dla całej grupy.
Powrót dzień później i kolejne kłamstwo
Już 31 sierpnia ci sami pasażerowie ponownie zgłosili się do kontroli. Tym razem kierowca przedstawił zbiorowy dokument rzekomo potwierdzający ich zatrudnienie. Funkcjonariusze nie dali się jednak nabrać.
Dokument od początku budził nasze wątpliwości. Po weryfikacji z czeskimi służbami potwierdziliśmy, że był w całości sfałszowany
przekazał portalowi Granica24.pl rzecznik Bieszczadzkiego Oddziału SG.
Kierowca przyznał się do winy
Cała grupa po raz drugi otrzymała decyzję o odmowie wjazdu. Kierowca został zatrzymany, przesłuchany i usłyszał zarzuty wykorzystania fałszywego dokumentu. Mężczyzna przyznał się do winy i złożył wyjaśnienia. Wraz z pasażerami wrócił na Ukrainę, ale sprawa znajdzie swój finał w sądzie.
Tego typu sytuacje nie należą do rzadkości. Od początku 2025 roku funkcjonariusze Bieszczadzkiego Oddziału Straży Granicznej odmówili wjazdu już ponad 7,6 tys. cudzoziemcom: głównie obywatelom Ukrainy, Mołdawii i Gruzji.
Marian Zgorzeleski

