Podczas rozmowy z Jakubem Dymkiem w Kanale Zero, Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz odniosła się do narastających niepokojów społecznych i eskalacji napięcia wokół sytuacji na granicy polsko-białoruskiej. Zapytana o sensowność obywatelskich patroli i rosnące poczucie zagrożenia wśród lokalnych mieszkańców, zaznaczyła: „Jeżeli ludzie się boją, mają prawo czuć lęk. Ale to polityk musi powiedzieć, jak jest, a nie grać na emocjach”.
W tym krótkim zdaniu zawarła jednocześnie diagnozę i zarzut: strach nie powinien być paliwem politycznych rozgrywek. Jej zdaniem rolą władz jest nie tylko tłumienie eskalacji emocji, ale przede wszystkim wskazywanie realnego źródła problemu – a to, jak podkreśliła, „leży w Białorusi i w Rosji”. Gdyby nie bliskość tych „obrzydliwych reżimów”, jak określiła rządy Łukaszenki i Putina, problemu z przemytem ludzi i presją migracyjną po prostu by nie było.
„To wszystko jest zorganizowane” – kulisy granicznej wojny hybrydowej
Pełczyńska-Nałęcz ujawniła kulisy funkcjonowania polskiej ochrony granicy. Jak mówiła, działania polskich służb pozwalają dziś na niemal całkowite zmapowanie ruchów po stronie białoruskiej. – „Już z polskiej strony widać, jak oni podprowadzają tych ludzi” – zaznaczyła, odnosząc się do regularnych prób nielegalnego przekroczenia granicy przez grupy migrantów kierowane przez białoruskie służby.
Podkreśliła, że dzienne statystyki pokazują obecnie 50–100 takich prób, co i tak jest spadkiem względem wcześniejszych miesięcy. To – jej zdaniem – efekt inwestycji w zaporę techniczną, monitoring i skuteczne działania Straży Granicznej. „Wszystko to jest nagrane. Polska Straż Graniczna ma to bardzo dobrze zmapowane” – zaznaczyła minister.
Polska nie tylko broni siebie – broni Europy
W rozmowie z Dymkiem Pełczyńska-Nałęcz ujawniła także, że jednym z jej celów było pokazanie tej sytuacji partnerom unijnym. W tym celu zaprosiła na granicę wiceszefa Komisji Europejskiej, by „pokazać, gdzie jest istota problemu”. Jej zdaniem Polska nie broni dziś wyłącznie swojej suwerenności – stoi na straży bezpieczeństwa całej Unii Europejskiej. Przemyślana polityka dezinformacyjna i presja migracyjna stosowane przez Mińsk i Moskwę mają bowiem wymiar wojny hybrydowej, której ofiarą może paść każdy członek wspólnoty.
Choć ton wypowiedzi był stanowczy, Pełczyńska-Nałęcz wyraźnie zdystansowała się od alarmistycznych narracji i populistycznych uniesień. Zamiast tego apelowała o odpowiedzialność w komunikacji publicznej i przypominała, że najważniejszym celem państwa nie jest tworzenie atmosfery zagrożenia, lecz skuteczna obrona jego granic.
Między bezpieczeństwem a propagandą
Wypowiedzi minister funduszy wpisują się w szerszą debatę o tym, jak państwo powinno komunikować sytuację kryzysową i jakich narzędzi używać, by nie wzmacniać społecznego niepokoju. To ważna uwaga, zwłaszcza w kontekście rosnącej liczby incydentów na granicy – od podkopów pod zaporą, przez ataki na służby, po doniesienia o używaniu przez migrantów niebezpiecznych przedmiotów. W takich warunkach łatwo ulec pokusie siania paniki lub instrumentalizacji zagrożenia.
Pełczyńska-Nałęcz sugeruje inny model – chłodną diagnozę, jasne wskazanie źródła zagrożenia i prezentację konkretnych działań, które mają temu zaradzić. Opozycja wobec retoryki strachu nie oznacza jednak zaprzeczania istnieniu problemu. To próba jego oswojenia poprzez wiedzę i odpowiedzialność.
Alicja Braun

