Janusz Waluś – postać budząca skrajne emocje – ponownie zabrał głos, tym razem w kontekście migracji i przemian kulturowych. W opublikowanym wideo odniósł się do książki Gatunek zagrożony. Biali Afrykanie w Południowej Afryce Wojciecha Rogali, wykorzystując jej temat jako punkt wyjścia do szerszej refleksji nad losem Europy – w tym Polski – wobec nasilających się procesów migracyjnych.
„Zapaść demograficzna i pięcioro dzieci” – czarne prognozy Walusia
Choć sam przyznaje, że książki jeszcze nie przeczytał, Waluś z uznaniem wypowiada się o autorze, chwaląc go za „uczciwość, odwagę i systematyczność”. Przekaz, jaki wynika z jego wypowiedzi, jest klarowny: według Walusia Europa – a w przyszłości także Polska – zmierza ku scenariuszowi, który doprowadził do dramatycznych przemian w RPA. Główna oś narracji? Zapaść demograficzna i przyjmowanie migrantów, których obecność miałaby prowadzić do „niszczenia naszej kultury”.
Jak twierdzi, nawet prognozy przewidujące zmiany w ciągu 15–20 lat są zbyt łagodne. W jego ocenie procesy te mogą przyspieszyć – zwłaszcza jeśli „inni będą mieli po pięcioro, ośmioro, dziewięcioro dzieci”, podczas gdy Europejczycy zmagają się z niskim przyrostem naturalnym.
„Pomoc, która osłabia” – sprzeciw wobec migracji elit
Waluś nie ukrywa sceptycyzmu wobec idei przyjmowania migrantów z krajów o niższym poziomie rozwoju. Argumentuje, że wyciąganie z nich lekarzy i inżynierów prowadzi do drenowania zasobów ludzkich tamtych państw. Gdy zaś nie są to wykwalifikowani specjaliści – tym gorzej, bo ich obecność nie znajduje uzasadnienia ekonomicznego.
Z jego słów wyłania się przekonanie, że obecna polityka migracyjna Europy to droga donikąd. Co więcej, przedstawia ją jako proces destrukcyjny: nie tylko kulturowo, ale i systemowo – prowadzący do erozji instytucji państwa prawa i bezpieczeństwa wewnętrznego.
RPA jako „memento” dla Europy
Komentarz Walusia stanowi również gorzką diagnozę sytuacji w Republice Południowej Afryki, którą zna z własnego doświadczenia. Zgodnie z jego relacją, kraj ten popadł w chaos po upadku apartheidu – nie dlatego, że system segregacyjny był słuszny, ale dlatego, że jego likwidacja nie została zastąpiona skuteczną alternatywą. Waluś podkreśla: dziś korupcja rozlała się tam po całym aparacie państwowym – od policji po sądy. I to właśnie ten stan rzeczy miałby być przestrogą dla państw europejskich.
Z uznaniem wypowiada się o oddolnych formach samoorganizacji – jak ochotnicze patrole wśród białej ludności RPA – zestawiając je z obywatelskimi inicjatywami na granicy polsko-niemieckiej. Dla niego to nie tylko podobieństwo sytuacyjne, ale wręcz „historia, która się powtarza”.
Nacjonalizm czy ostrzeżenie?
Choć w wypowiedzi Walusia trudno znaleźć otwarte wezwania do przemocy, jego narracja silnie rezonuje z dyskursem nacjonalistycznym. Powracają tam klasyczne elementy: zagrożenie tożsamości narodowej, apokaliptyczna wizja przyszłości, krytyka globalizmu i władzy liberalnych elit. Nie brakuje też odniesień do konkretnych postaci politycznych w Afryce, takich jak Julius Malema, lider Economic Freedom Fighters – którego Waluś oskarża o nawoływanie do mordowania białych ludzi i tolerowanie nienawiści w imię historii.
Podkreśla również, że biały obywatel w RPA nie ma dziś żadnej ochrony – jego bezpieczeństwo zależy wyłącznie od samoorganizacji i sąsiedzkich struktur. I z tego wyciąga wniosek dla Polski: nie łudźmy się, że nas to nie dotyczy.
Wnioski z granicy
Waluś kończy swoją wypowiedź stwierdzeniem, że „historia toczy się coraz szybciej”. Jeśli nie zostaną podjęte stanowcze kroki – ostrzega – czeka nas to samo, co RPA. I choć wielu uzna ten przekaz za skrajny czy wręcz manipulacyjny, pozostaje on częścią szerszej debaty o tym, jak Europa (i Polska) powinny odpowiadać na wyzwania demograficzne i migracyjne.
źródło zdjęcia: youtube
Alicja Braun

